Zapuszczać obcego kota do miesa

 

Zapuszczać obcego kota do mięsa

 Purpurowy aksamit i katowski topór: Dzieje Agnieszki Machówny

Prolog: Rachunek za marzenia
Rzecz cała przypomina scenariusz najbardziej zuchwałego romansu barokowego. Znajdziemy tu wszystko: żarliwe porywy serca, chłodną kalkulację, intrygi tkane w blasku świec europejskich salonów i finał, który mrozi krew w żyłach – katowski topór opadający w blasku lipcowego słońca. To historia o kobiecie, która rzuciła wyzwanie przeznaczeniu i stanom, wierząc, że uroda i spryt to waluta, za którą można kupić nieśmiertelność. Zapomniała jedynie, że w XVII wieku za „naciągany rachunek” życia płaciło się krwią.
I. Dziewczyna z Kolbuszowej
Rok 1648 zapisał się w historii Rzeczypospolitej jako czas ognia i miecza. Gdy pod wodzą Bohdana Chmielnickiego ruszała kozacka nawałnica, w niewielkiej Kolbuszowej, w cieniu lasów sandomierskich, na świat przyszła dziewczynka, której przeznaczeniem miała być ciężka praca w polu. Córka prostej chłopki i dobosza z majątku Lubomirskich w Dubnie, ochrzczona imieniem Agnieszka, od pierwszych lat życia nosiła na sobie piętno niezwykłości.
Natura obdarzyła ją urodą, która w surowym, chłopskim świecie wydawała się niemal nienaturalna. Gdy dorastała, jej skóra przypominała porcelanę, a oczy kryły w sobie obietnicę światów, o których jej sąsiedzi bali się nawet śnić. Agnieszka szybko zrozumiała, że jej ciało jest jedynym orężem, jakim dysponuje w walce o lepszy los.
W wieku szesnastu lat, zgodnie z wolą panów, została wydana za Bartosza Zatorskiego, nadwornego kozaka Lubomirskich. Plotka, niesiona przez historyków rodu, głosiła jednak, że małżeństwo to było jedynie parawanem. Piękna kolbuszowianka miała wpaść w oko samemu Marcinowi Lubomirskiemu, który pragnął mieć ją blisko, nie narażając się na obyczajowy skandal. Był to proceder wówczas powszechny – wydawanie kochanek za oddanych sług, co skutkowało tym, że w żyłach niejednego dzisiejszego „błękitnokrwistego” płynie solidna dawka chłopskiej krwi, zdradzanej czasem przez zbyt swojskie rysy twarzy.
II. Ucieczka do wielkiego świata
Bartosz Zatorski, wysyłany na nocne patrole i nieustanne służby, rzadko gościł w łożu młodej żony. Pewnego ranka zastał je puste i zimne. Agnieszka, znudzona dusznością prowincji, uciekła do Krakowa. Tam, w dawnej stolicy królów, po raz pierwszy poczuła smak wolności.
W Krakowie otoczył ją rój wielbicieli. Siedemnastowieczna „ars amandi” nie znała dzisiejszej pruderii; była bezpośrednia, zmysłowa i brutalna. Agnieszka uczyła się szybko. Dowiedziała się, jak czarować słowem, jak operować spojrzeniem i jak czerpać zyski z męskiego pożądania. Po dwóch latach, ku zaskoczeniu wszystkich, wróciła do męża. Bartosz, o dziwo, przyjął ją z otwartymi ramionami. Jak pisał dziejopis: „nie był on wcale podobny do Otella”, a urok Agnieszki potrafił ugłaskać nawet najbardziej zranioną męską dumę.
Jednak Kolbuszowa była dla niej za mała. Około 1670 roku, jako dwudziestodwuletnia kobieta, Agnieszka zjawiła się w Warszawie. To tutaj narodziła się legenda Agnieszki Machówny – wielkiej damy stworzonej z niczego.
III. Mistyfikacja i warszawskie salony
W stolicy Agnieszka nie była już prostą chłopką. Dzięki niezwykłej inteligencji i zdolnościom aktorskim, stworzyła nową tożsamość. Ogłosiła, że jest córką Marcina z Rytwin Zborowskiego, potomkinią jednego z najpotężniejszych i najbardziej kontrowersyjnych rodów Rzeczypospolitej. Wybór był genialny – Zborowscy byli rodem dumnym, wygasającym i owianym aurą buntu.
Warszawa padła jej do stóp. Magnaci i dygnitarze prześcigali się w komplementach pod adresem jej urody. Opisy jej wdzięków, określanych ówczesną gwarą jako „drapiątka” i „bandurka”, stały się tematem rozmów przy winie i na królewskich pokojach. Epoka baroku była czasem kontrastów – głębokiej wiary i bezpruderyjnej zmysłowości. Jak pisał Hieronim Morsztyn: „Szczęśliwe ciało i członek szczęśliwy...”. Nawet sam król Jan III Sobieski w listach do Marysieńki przyznawał, że w czasach kawalerskich jedna kobieta na dzień to było stanowczo za mało. W takim świecie Agnieszka czuła się jak ryba w wodzie.
IV. Cesarskie alkowy i europejskie wojaże
Finałem warszawskich podbojów był ślub z austriackim szlachcicem, Koliatim. Małżeństwo otworzyło jej drzwi do Wiednia, naddunajskiej stolicy pełnej przepychu. Jednak natura Agnieszki nie znosiła monogamii. Jak zanotował jeden z kronikarzy, płocha Polka nazbyt często pozwalała „zapuszczać obcego kota do mięsa”, co w ówczesnym kodzie językowym oznaczało po prostu cudzołóstwo.
Kollati, w przeciwieństwie do kozaka Bartosza, nie zamierzał tolerować rogów. Opuścił żonę, odcinając ją od funduszy. Agnieszka zareagowała w swoim stylu – zuchwale. Uzyskała audiencję u cesarza Leopolda I. Przedstawiła się jako nieszczęsna córka polskiego magnata, którą podstępny Austriak siłą zaciągnął przed ołtarz dla jej rzekomego majątku. Legenda głosi, że argumenty Agnieszki były tak przekonujące – być może prezentowane w cesarskiej alkowie – że Leopold nakazał Koliatiemu wypłacić jej ogromne odszkodowanie.
Z pełnym trzosem Agnieszka ruszyła w podróż po Europie. Włochy, Francja, niemieckie księstwa – wszędzie tam zostawiała za sobą złamane serca i puste portfele. Adorowali ją książęta, biskupi, a nawet kardynałowie. Stała się najbardziej pożądaną kurtyzaną kontynentu, która z mistrzowską precyzją odgrywała rolę polskiej arystokratki na wygnaniu.
V. Śmierć z rozkoszy i paryski skandal
W Paryżu Agnieszka spotkała Tadeusza Rupniewskiego, szesnastoletniego panicza z zamożnego rodu. Była od niego o dziesięć lat starsza, doświadczona i wciąż olśniewająco piękna. Zdobyła go szturmem, osobiście odwiedzając go w jego apartamencie. Noc musiała być szaleńcza, bo młodzieniec kompletnie stracił głowę.
Agnieszka, czując, że czas ucieka, postanowiła zalegalizować związek. Relacje mówią o scenie niemal filmowej: wysłała służbę na ulicę, by pochwyciła pierwszego lepszego duchownego. „Księdza Bigo na ulicy złapano” – odnotowały kroniki. Ślubu udzielono w pośpiechu, niemal pod przymusem. Wkrótce na świat przyszedł ich syn.
Szczęście nie trwało długo. Młody Rupniewski zmarł nagle, a plotka głosiła, że przyczyną zgonu było wycieńczenie organizmu. Ówczesne afrodyzjaki i chęć dogodzenia „gorącej małżonce” miały zabić młodziana. Agnieszka, jako wdowa po polskim szlachcicu, poczuła, że czas wrócić do kraju i upomnieć się o majątki Rupniewskich. Nie wiedziała jednak, że w Polsce czeka na nią przeciwnik, którego nie da się uwieść.
 
 VI. Paryskie Noce: Gra o Tron i Łoże
Gdy Agnieszka, po skandalach w Wiedniu i ucieczce z majątkiem wyłudzonym od cesarza Leopolda, dotarła do Paryża, stolica Francji była w rozkwicie epoki Króla Słońce. To tutaj Agnieszka przeszła ostateczną transformację. Przesiąkła francuską finezją, nauczyła się, że miłość to nie tylko akt fizyczny, ale skomplikowany teatr gestów, zapachów i niedopowiedzeń. Nazywała się teraz hrabiną Zborowską, a jej apartament stał się miejscem pielgrzymek spragnionej egzotyki szlachty.
Pewnego wieczoru jej wzrok padł na zaledwie szesnastoletniego Tadeusza Rupniewskiego. Był to chłopak o twarzy anioła i fortunie, która mogła zabezpieczyć Agnieszkę do końca dni. Scena ich pierwszego spotkania przeszła do legendy: Agnieszka, wbrew wszelkim konwenansom, sama złożyła mu wizytę. Weszła do jego pokoju spowita w ciężkie, jedwabne suknie, pachnąca piżmem i jaśminem. Tadeusz, nieprzywykły do tak bezpośredniego ataku kobiecości, oniemiał.
Noce, które nastąpiły potem w Paryżu, były świadectwem jej nienasyconej natury i determinacji. Agnieszka, znająca już arkana „miłości francuskiej”, wprowadziła młodzieńca w świat rozkoszy, o jakich szlachcic z dalekiej Polski nie mógł nawet marzyć. Były to noce wypełnione winem, szeptami w kilku językach i eksperymentami, które rzucały wyzwanie barokowej moralności. Tadeusz stał się jej więźniem – nie fizycznym, lecz zmysłowym.
Zdeterminowana, by przypieczętować swój status, Agnieszka nie czekała na oświadczyny. Pewnej nocy, gdy chłopak był kompletnie odurzony jej wdziękiem i winem, posłała służbę na zalaną deszczem ulicę. Rozkaz był krótki: „Przynieście mi księdza, choćbyście mieli go wyciągnąć z rynsztoka”. Tak oto przypadkowy ksiądz Bigo, przerażony i przemoczony, udzielił im sakramentu w świetle dogasających świec, podczas gdy Agnieszka trzymała rękę na ramieniu Tadeusza, pilnując, by ten nie oprzytomniał przed sakramentalnym „tak”.
 
VII. Walka na śmierć i życie
Przeciwnikiem tym była Anna Barbara z Rupniewskich Szembekowa, siostra zmarłego Tadeusza. Ta dumna magnatka nie uwierzyła w bajkę o arystokratycznym pochodzeniu bratowej. Rozpoczęła się czteroletnia batalia przed Trybunałem Lubelskim.
Agnieszka walczyła do końca. Wykorzystując swoje wpływy i talenty, które nabyła we Francji, korumpowała świadków i fałszowała dokumenty. Udało jej się nawet przekonać boczną linię rodu Zborowskich, by pod przysięgą uznali ją za swoją krewną. Wydawało się, że „chłopska hrabina” znów wygra.
Jednak Barbara Szembekowa była nieustępliwa. Osobiście udała się do Kolbuszowej, gdzie w zakurzonych aktach parafialnych znalazła dowód: zapis o chrzcie Agnieszki, córki dobosza. Co gorsza, odnalazła też pierwszego męża Agnieszki, kozaka Bartosza Zatorskiego, który wciąż żył i miał się dobrze.
VIII. Finał: Szkarłatna sprawiedliwość
Dowody były miażdżące. W świetle prawa Agnieszka była nie tylko oszustką, ale i wielomężnicą. Wyrok mógł być tylko jeden: śmierć. Sąd nakazał dodatkowo „szarpanie piersi kleszczami” przed egzekucją, co miało być karą za jej rozwiązłość i oszustwa wymierzone w godność stanów wyższych.
12 lipca 1681 roku na rynku w Lublinie zebrały się tłumy. Agnieszka Machówna szła na szafot spokojnie i mężnie. Do ostatniej chwili zachowała swą hipnotyzującą urodę, która nawet w cieniu topora budziła zachwyt i grozę. Gdy kat wykonał swoją powinność, historia Agnieszki dobiegła końca, ale legenda dopiero się zaczynała.
Epilog: Gen piękna
Trzysta lat później, niemal w tych samych stronach, pod Kolbuszową, urodziła się kolejna dziewczynka o niezwykłej urodzie. Danuta Lato, bo o niej mowa, stała się międzynarodową gwiazdą, a jej zdjęcia zdobiły szafki żołnierzy na całym świecie. Z tych samych okolic pochodziły miss i rzecznicy rządów.
Czy to przypadek, czy może specyfika tamtejszej ziemi? Historia Agnieszki Machówny uczy nas, że uroda bywa darem przeklętym. To opowieść o kobiecie, która chciała być kimś więcej, niż wyznaczył jej los, i która za prawo do życia na własnych warunkach zapłaciła najwyższą cenę. W świecie, gdzie „za wszystko trzeba płacić”, ona wystawiła rachunek, którego epoka nie była w stanie zaakceptować.
 

Spod Kolbuszowej pochodzi także inna piękność, była Miss Polonia i była rzecznik rządu. Aż dziw, że jeszcze tam nie dotarli wysłannicy „Peep—showu” — magazynu najpiękniejszych i bezpruderyjnych Polek. Błąd, szanowni redaktorzy, o czym przypomina FALL ANONIM II.

Peep-show 12/95, “Zapuszczać obcego kota do mięsa”

 Błąd, szanowni redaktorzy, o czym przypomina FALL ANONIM II.

Opracowano na podstawie: 

Peep-show 12/95, “Zapuszczać obcego kota do mięsa”

 





















































 

Komentarze